Ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre serce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre serce. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 stycznia 2018

Herbata dla niej.

Kiedy przychodzisz po odpoczynek
Nie mówię wiele, bo ciszy potrzebujesz.
Ulubione kapcie zakładam na  Twe stopy.
Myślisz, że zaparzam Ci tylko herbatę...

Filtruję czystą wodę
By za twarda nie była.
Herbatę szeptami muskam
By esencję swą puściła.

Dosładzam napar cejloński
Komplementami dla Ciebie.
Żeś słodka i piękna,
Że żyć bez Ciebie nie zdołam,
Że z Tobą miło spędzać mi czas.

Kilka minut zaledwie
Mam na cały rytuał.

Lecz starannie 
Każde słowo dobieram.

Podaję Ci filiżankę 
Pełną siebie.

K.Kaczorowski. 4.01.2018

środa, 20 lipca 2016

Mamo jest mi tu dobrze...

Mamo jest mi tu dobrze, czyli o 22 Przystanku Woodstock.
cz.1


 Tekst zawarty w niniejszym wpisie to subiektywne odczucie autora. Wszelkie informacje zawarte w tym wpisie są informacjami zaczerpniętymi z źródeł i doświadczenia własnego. W większości jest to opis wrażeń, gdyż można sobie zedrzeć gardło opowiadając każdemu z kolei jak było.  

     Dla osób które nie wiedzą nic o najpiękniejszym, darmowym festiwalu muzycznym w Polsce podaje link do oficjalnej strony http://woodstockfestival.pl/o-festiwalu

Wstęp

     Jest to mój drugi wpis odnośnie najpiękniejszego wydarzenia muzycznego w jakim miałem okazję brać udział. Pierwszy wpis znajdziecie tu. Emocje jeszcze we mnie trwają. Postanowiłem zaraz po powrocie dokonać wpisu by jak najpiękniej i jak najdokładniej zrelacjonować to co działo się na 22 Przystanku Woodstock widzianym moimi oczami i sercem. Na wstępie chcę zaznaczyć, że to mój czwarty raz kiedy mogę ładować pozytywną energię właśnie w tym miejscu w Kostrzynie nad Odrą. Nie ostatni, choćby PW miałby zostać przeniesiony na Węgry. 
Przystanek Woodstock to wydarzenie, na które czekam z niecierpliwością (nie tylko ja) odliczając dni do rozpoczęcia. Wspieram inicjatywę PW jak i WOŚP z całego serca. Jestem bardzo dumny, że mamy w Polsce fundację, która potrafi dać polskiej służbie zdrowia więcej niż rząd.  


Rozwinięcie

      Jak już wspominałem PW jest wydarzeniem do którego odliczam dni z niecierpliwością. Kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie by miało mnie zabraknąć pod chmurką na polu woodstockowym. Byłem na 19,20,21,22 i pojadę na każdy następny o ile okoliczności mi pozwolą. Jak wspominałem w pierwszym wpisie Woodstock to nie tylko muzyka ale i wspaniali ludzie, którzy tworzą jedną wspaniałą woodstockową społeczność. Hasła PW to : miłość, przyjaźń, muzyka, stop przemocy, stop narkotykom, stop wojnie. 
     W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami moim 22 PW widzianym moimi oczami. Do Festiwalu przygotowywałem się i zbierałem już od miesiąca. Z Przyczyn osobistych byłem zmuszony zrezygnować z pracy co w sumie bardzo ułatwiło przygotowanie i samo uczestnictwo w najpiękniejszym wydarzeniu w roku. Kupiłem nowy namiot, torbę podróżną i wiele innych rzeczy%potrzebnych na Woodstocku. Spakowałem się w poniedziałek 11 lipca i o godzinie 2.18 we wtorek wyruszyłem wraz ze znajomymi z Koszalina i Kołobrzegu. Ponownie z PKP.

Wtorek


      Woodstock dla wielu uczestników rozpoczyna się już w drodze nań. W Pociągu zaczynają się śpiewy, hulanki i swawole. Granie na gitarce, harmonijce lub nerwach innych podróżujących... Nie no nikomu nie przeszkadzamy. :) Pierwsze znajomości Woodstockowe zaczynają się właśnie w pociągach. Ci którzy nimi jeżdżą o tym wiedzą.
Nawiązując do pociągu jeśli macie Facebooka to zachęcam do udziału w wydarzeniu Czysty Pociąg.
     Najczęstszym problemem jest brak miejsc dla palących w pociągach. Wielu ludzi nie wyobraża sobie kilku godzin przerwy od papierosa, a co dopiero kilkanaście godzin. Wiadomo przy przesiadkach i chwilowych postojach  zawsze można sobie zapalić (o ile SOK jest na tyle wyrozumiały), lecz co zrobić jeśli tych przesiadek i postojów nie ma na dłuższej relacji, a nam zachciało się przeogromnie palić? Dlatego jestem za wprowadzeniem w Pociągach przedziału lub miejsca gdzie można palić.
     Mój pociąg jechał z Gdyni przez Szczecin do Kostrzyna z opóźnieniem 20 minutowym jakieś 4 godziny. Gdy wraz z przyjaciółmi i nowymi znajomymi dojechaliśmy do Kostrzyna stwierdziliśmy, że warto byłoby zabrać się na pole taxi lub busem. Nie cierpię iść za głosem większości, ale tym razem dałem się namówić. Taksówka z Kostrzyna do bramy przy barze Gucio (2,5km) kosztowała 20 zł. Busy są zdecydowanie tańsze bo w tym roku 3 zł. Przeszliśmy jeszcze 1,5 km by się rozbić. Szczęśliwi na miejscu zrobiliśmy porządek z krzakami i rozbiliśmy namioty.

Pierwsze chwile spędziłem na odpoczynku po podróży i zakupach w Lidlu. Festiwal jest bardzo świetnie zorganizowany pod każdym względem. Strefa gastronomii, sklep Lidl, strefy ładowania telefonów ( na które czasami szkoda czasu), strefy sanitarne z prysznicami płatnymi z ciepłą wodą (do wyczerpania zapasów). Organizacja bezpieczeństwa jest na najwyższym poziomie tak jak opieka medyczna.
      Przy okazji odwiedziłem stare obozowisko z przed lat. Nikogo znajomego nie spotkałem tegoż dnia w starym obozowisku. Więc zintegrowaliśmy się z grupą w nowym obozowisku, które mieściło się za takimi obozowiskami jak "Szczecin", "Chore pojeby" czy też "Łódź kurwa". Po wyprawie do Lidla w miejscu gdzie stał Tylko mój namiot stało już kilka innych i plandeka. Poznałem nowych sąsiadów. Pozdrawiam sąsiadów z Poznania i innych okolic. "Ulalalalalala"


Wtorek minął spokojnie. Przy piwku, posiłku i rozmowach. 




Środa



     Po dość wygodnie przespanej nocy, obudziłem się o 4.15 by wyskoczyć po znajomego, który rozbił się w naszym obozie. Było trudno wytłumaczyć gdzie znajduje się obóz dlatego wyszedłem do szosy. Później kupiliśmy sobie w strefie sanitarnej bilety na prysznice. Niestety Pani w okienku była albo tak zmęczona, że nie potrafiła policzyć do 8 i wydała 7 biletów na prysznic to jeszcze policzyła za 9 biletów mojemu towarzyszowi. Zrobiła się lekka awantura i nawet ochroniarz nie był w stanie nic zrobić, a Pani w kasie nie chciała przeliczyć kasy. Więc lipa. No ale opanowując emocje dotarliśmy do obozu rozbiliśmy się i czas było jeszcze trochę się zdrzemnąć. Tego dnia jak i w sumie poprzedniego pogoda nie była zbyt łaskawa i trochę deszcz popsuł nam szyki. O godzinie 12 wyjechaliśmy do miasta po asortyment niezbędny by przetrwać te kilka dni.  Na miejscu po zakupach ochłodziło się i zerwał się wiatr, a następnie zaczęło lać... Przeczekaliśmy trochę i wróciliśmy busem pełnym super nastawionych Niemców i śpiewaliśmy. My po Polsku oni po Niemiecku "Gumisie", "Pszczółkę Maję", "Pokemony" i inne. Było wesoło. Dotarliśmy z ciężkimi torbami do Woodstockowej bramy i musieliśmy przejść jeszcze 2 km. (Nadal padało) Do szosy przy dużej scenie pomogli nam z bagażem przesympatyczni ludzie z wózkiem. (Pozdrawiam was jeśli to czytacie). O 15 już byliśmy na miejscu i bawiliśmy się dobrze w namiotach. Po 15 przestało padać... Więc wybrałem się na zakupy. Koszulka, smycz, plakaty dla mnie i magnes  na lodówkę dla cioci. 
   
    W środę były już koncerty na Pokojowej wiosce Kriszny. Chciałem wybrać się na Żabki ale jakoś poniosło mnie po polu i bawiłem się chyba za dobrze. Z chwili na chwilę przypominam sobie co takiego się działo :). Po 19 spotkałem kolegę z niezniszczalnym telefonem: 

Ogórek był bardzo imponujący:




     Teraz nadchodzi chwila wielkiego zaskoczenia ze strony tych Was którzy chcieli spotkać tego człowieka i jego brata z prawego zdjęcia... Ja spotkałem ich kilkukrotnie. Pierwszy raz w środę o 21.50. Bardzo się cieszyłem. Oni również. Bo kto nie cieszył by się ze spotkania z Kazimierzem Kaczorowskim który emanuje wręcz pozytywną energią i miłością. Zwłaszcza na tym pięknym festiwalu.


     Co działo się po godzinie 22? Hmm nie zapisałem w dzienniku. Zapewne chodziłem albo z harmonijką albo z piwkiem i świetnie się czułem poznawając coraz to świetniejszch ludzi, którzy częstowali piwkiem i miłością!



ZARAZ BĘDZIE CIEMNO!!!!! 

CDN.
     

piątek, 9 maja 2014

Uczciwość popłaca.

              Któregoś dnia wybrałem się do mojej ulubionej piekarni po świeży krojony chlebek (bez konserwantów itp). Przeświadczony, że jego koszt nie przekracza sumy, którą sobie przygotowałem wchodzę do pomieszczenia wypełnionego zapachem świeżego pieczywa i podchodzę do lady.
- Dzień dobry. Po proszę zwykły krojony - z uśmiechem na twarzy wypowiedziałem swoją prośbę.
- Proszę bardzo. Dwa złote trzydzieści groszy.
- Oj byłem pewny, że kosztował 2.20. Mogę te 10 groszy przy okazji przynieść?
- Dobrze. Nie ma problemu.
- Dziękuje i do widzenia.
              No i dziś nadszedł dzień, że przechodziłem obok i przypomniałem sobie o tym i postanowiłem oddać te 10 groszy. Wchodzę do piekarni jak zwykle cudowny zapach pieczonego chleba zniewalał moje zmysły.
- Dzień dobry ja tylko tak przy okazji chciałem oddać 10 groszy.
 Zdziwiona pani ekspedientka wstała i z uśmiecham stwierdziła, że nie potrzebnie się fatygowałem.
- Ależ droga pani ja nie lubię mieć długów. Wie pani ileż to przyjemności sprawia mi spłacanie długów?
- Bardzo pan miły.
- Wie pani każdy człowiek powinien sobie wyryć w sercu kilka zasad dotyczących pieniędzy. Jedną z nich jest twierdzenie "zawsze spłacaj swoje długi".
      Jeszcze bardziej pod wrażeniem wypowiedzianych przeze mnie słów, pani ekspedientka zawinęła pączka w woreczek foliowy, który trzymała podczas rozmowy.
- To dla pana za pana uczciwość - powiedziała przesuwając w moją stronę słodkiego pączka.
  Z lekkim zdziwnieniem ale nadal z uśmiechem na buzi i w tym momencie jeszcze większym optymizmem przekazałem pani sprzedawczyni 20 groszy. Wydała mi resztę. Bardzo ładnie podziękowałem i pożegnałem się.
         Wychodząc z piekarni byłem jeszcze bardziej szczęśliwy niż bym przypuszczał, że będę. W dodatku ten gest. Warto wierzyć w dobroć ludzi. Uczciwość popłaca czasami z wielokrotnioną siłą.

Kazimierz Kaczorowski
9.05.2014