Ciasteczka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 listopada 2018

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Kiedy już zapadłaś w niepamięć
Oczy zamknęłaś choć były otwarte
Rysowałem w pamięci zdarzenie
Tętniące niezrozumieniem

Alkohol wypłukał zahamowania
Resztki rozumu i zimną krew
Zaszklone oczy i mokre szkło
Endorfiny i twarz w pełni księżyca

Po co Ci to
Łez niezapamiętana chwila
Agonia chwilowa w ekstazie
Czerwień w lustrach odbita
Zawinięte w rulon pościele
Encyklopedia niedomówień

Minąć się z rzeczywistością
Musnąć suchym kącikiem ust
Usilnie szukając bliskości
Szadź na drewnianych okiennicach
Kominek przygaszony doszczętnie
Adele przywitała nietaktownie
Na głośniku nowego smartfona
Era Wodnika przed Tobą.

K.K 6.11.2018

środa, 20 lipca 2016

Mamo jest mi tu dobrze...

Mamo jest mi tu dobrze, czyli o 22 Przystanku Woodstock.
cz.1


 Tekst zawarty w niniejszym wpisie to subiektywne odczucie autora. Wszelkie informacje zawarte w tym wpisie są informacjami zaczerpniętymi z źródeł i doświadczenia własnego. W większości jest to opis wrażeń, gdyż można sobie zedrzeć gardło opowiadając każdemu z kolei jak było.  

     Dla osób które nie wiedzą nic o najpiękniejszym, darmowym festiwalu muzycznym w Polsce podaje link do oficjalnej strony http://woodstockfestival.pl/o-festiwalu

Wstęp

     Jest to mój drugi wpis odnośnie najpiękniejszego wydarzenia muzycznego w jakim miałem okazję brać udział. Pierwszy wpis znajdziecie tu. Emocje jeszcze we mnie trwają. Postanowiłem zaraz po powrocie dokonać wpisu by jak najpiękniej i jak najdokładniej zrelacjonować to co działo się na 22 Przystanku Woodstock widzianym moimi oczami i sercem. Na wstępie chcę zaznaczyć, że to mój czwarty raz kiedy mogę ładować pozytywną energię właśnie w tym miejscu w Kostrzynie nad Odrą. Nie ostatni, choćby PW miałby zostać przeniesiony na Węgry. 
Przystanek Woodstock to wydarzenie, na które czekam z niecierpliwością (nie tylko ja) odliczając dni do rozpoczęcia. Wspieram inicjatywę PW jak i WOŚP z całego serca. Jestem bardzo dumny, że mamy w Polsce fundację, która potrafi dać polskiej służbie zdrowia więcej niż rząd.  


Rozwinięcie

      Jak już wspominałem PW jest wydarzeniem do którego odliczam dni z niecierpliwością. Kocham to miejsce i nie wyobrażam sobie by miało mnie zabraknąć pod chmurką na polu woodstockowym. Byłem na 19,20,21,22 i pojadę na każdy następny o ile okoliczności mi pozwolą. Jak wspominałem w pierwszym wpisie Woodstock to nie tylko muzyka ale i wspaniali ludzie, którzy tworzą jedną wspaniałą woodstockową społeczność. Hasła PW to : miłość, przyjaźń, muzyka, stop przemocy, stop narkotykom, stop wojnie. 
     W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami moim 22 PW widzianym moimi oczami. Do Festiwalu przygotowywałem się i zbierałem już od miesiąca. Z Przyczyn osobistych byłem zmuszony zrezygnować z pracy co w sumie bardzo ułatwiło przygotowanie i samo uczestnictwo w najpiękniejszym wydarzeniu w roku. Kupiłem nowy namiot, torbę podróżną i wiele innych rzeczy%potrzebnych na Woodstocku. Spakowałem się w poniedziałek 11 lipca i o godzinie 2.18 we wtorek wyruszyłem wraz ze znajomymi z Koszalina i Kołobrzegu. Ponownie z PKP.

Wtorek


      Woodstock dla wielu uczestników rozpoczyna się już w drodze nań. W Pociągu zaczynają się śpiewy, hulanki i swawole. Granie na gitarce, harmonijce lub nerwach innych podróżujących... Nie no nikomu nie przeszkadzamy. :) Pierwsze znajomości Woodstockowe zaczynają się właśnie w pociągach. Ci którzy nimi jeżdżą o tym wiedzą.
Nawiązując do pociągu jeśli macie Facebooka to zachęcam do udziału w wydarzeniu Czysty Pociąg.
     Najczęstszym problemem jest brak miejsc dla palących w pociągach. Wielu ludzi nie wyobraża sobie kilku godzin przerwy od papierosa, a co dopiero kilkanaście godzin. Wiadomo przy przesiadkach i chwilowych postojach  zawsze można sobie zapalić (o ile SOK jest na tyle wyrozumiały), lecz co zrobić jeśli tych przesiadek i postojów nie ma na dłuższej relacji, a nam zachciało się przeogromnie palić? Dlatego jestem za wprowadzeniem w Pociągach przedziału lub miejsca gdzie można palić.
     Mój pociąg jechał z Gdyni przez Szczecin do Kostrzyna z opóźnieniem 20 minutowym jakieś 4 godziny. Gdy wraz z przyjaciółmi i nowymi znajomymi dojechaliśmy do Kostrzyna stwierdziliśmy, że warto byłoby zabrać się na pole taxi lub busem. Nie cierpię iść za głosem większości, ale tym razem dałem się namówić. Taksówka z Kostrzyna do bramy przy barze Gucio (2,5km) kosztowała 20 zł. Busy są zdecydowanie tańsze bo w tym roku 3 zł. Przeszliśmy jeszcze 1,5 km by się rozbić. Szczęśliwi na miejscu zrobiliśmy porządek z krzakami i rozbiliśmy namioty.

Pierwsze chwile spędziłem na odpoczynku po podróży i zakupach w Lidlu. Festiwal jest bardzo świetnie zorganizowany pod każdym względem. Strefa gastronomii, sklep Lidl, strefy ładowania telefonów ( na które czasami szkoda czasu), strefy sanitarne z prysznicami płatnymi z ciepłą wodą (do wyczerpania zapasów). Organizacja bezpieczeństwa jest na najwyższym poziomie tak jak opieka medyczna.
      Przy okazji odwiedziłem stare obozowisko z przed lat. Nikogo znajomego nie spotkałem tegoż dnia w starym obozowisku. Więc zintegrowaliśmy się z grupą w nowym obozowisku, które mieściło się za takimi obozowiskami jak "Szczecin", "Chore pojeby" czy też "Łódź kurwa". Po wyprawie do Lidla w miejscu gdzie stał Tylko mój namiot stało już kilka innych i plandeka. Poznałem nowych sąsiadów. Pozdrawiam sąsiadów z Poznania i innych okolic. "Ulalalalalala"


Wtorek minął spokojnie. Przy piwku, posiłku i rozmowach. 




Środa



     Po dość wygodnie przespanej nocy, obudziłem się o 4.15 by wyskoczyć po znajomego, który rozbił się w naszym obozie. Było trudno wytłumaczyć gdzie znajduje się obóz dlatego wyszedłem do szosy. Później kupiliśmy sobie w strefie sanitarnej bilety na prysznice. Niestety Pani w okienku była albo tak zmęczona, że nie potrafiła policzyć do 8 i wydała 7 biletów na prysznic to jeszcze policzyła za 9 biletów mojemu towarzyszowi. Zrobiła się lekka awantura i nawet ochroniarz nie był w stanie nic zrobić, a Pani w kasie nie chciała przeliczyć kasy. Więc lipa. No ale opanowując emocje dotarliśmy do obozu rozbiliśmy się i czas było jeszcze trochę się zdrzemnąć. Tego dnia jak i w sumie poprzedniego pogoda nie była zbyt łaskawa i trochę deszcz popsuł nam szyki. O godzinie 12 wyjechaliśmy do miasta po asortyment niezbędny by przetrwać te kilka dni.  Na miejscu po zakupach ochłodziło się i zerwał się wiatr, a następnie zaczęło lać... Przeczekaliśmy trochę i wróciliśmy busem pełnym super nastawionych Niemców i śpiewaliśmy. My po Polsku oni po Niemiecku "Gumisie", "Pszczółkę Maję", "Pokemony" i inne. Było wesoło. Dotarliśmy z ciężkimi torbami do Woodstockowej bramy i musieliśmy przejść jeszcze 2 km. (Nadal padało) Do szosy przy dużej scenie pomogli nam z bagażem przesympatyczni ludzie z wózkiem. (Pozdrawiam was jeśli to czytacie). O 15 już byliśmy na miejscu i bawiliśmy się dobrze w namiotach. Po 15 przestało padać... Więc wybrałem się na zakupy. Koszulka, smycz, plakaty dla mnie i magnes  na lodówkę dla cioci. 
   
    W środę były już koncerty na Pokojowej wiosce Kriszny. Chciałem wybrać się na Żabki ale jakoś poniosło mnie po polu i bawiłem się chyba za dobrze. Z chwili na chwilę przypominam sobie co takiego się działo :). Po 19 spotkałem kolegę z niezniszczalnym telefonem: 

Ogórek był bardzo imponujący:




     Teraz nadchodzi chwila wielkiego zaskoczenia ze strony tych Was którzy chcieli spotkać tego człowieka i jego brata z prawego zdjęcia... Ja spotkałem ich kilkukrotnie. Pierwszy raz w środę o 21.50. Bardzo się cieszyłem. Oni również. Bo kto nie cieszył by się ze spotkania z Kazimierzem Kaczorowskim który emanuje wręcz pozytywną energią i miłością. Zwłaszcza na tym pięknym festiwalu.


     Co działo się po godzinie 22? Hmm nie zapisałem w dzienniku. Zapewne chodziłem albo z harmonijką albo z piwkiem i świetnie się czułem poznawając coraz to świetniejszch ludzi, którzy częstowali piwkiem i miłością!



ZARAZ BĘDZIE CIEMNO!!!!! 

CDN.
     

sobota, 19 lipca 2014

Woodstock- miejsce gdzie jeddziesz tylko raz...

"To jest to co podoba mi się w Tym festiwalu. Otwartość, pomoc, przyjaźń. Byłem w zeszłym roku pierwszy raz. Jedyne czego żałuję to tego, że nie wybrałem się tam już 2 lata temu lub prędzej. Człowiek zaślepiony informacjami ludzi z zewnątrz, którzy nigdy nie doświadczyli tego miejsca i ludzi, bez dozy odkrywcy w sobie jest skazany na nieświadomość."
K.Kaczorowski


                    Tym oto cytatem rozpoczynam, krótki (to się okaże) wpis na temat ujęty w tytule. Tekst zawarty w niniejszym wpisie to subiektywne odczucie autora. Wszelkie informacje zawarte w tym wpisie są informacjami zaczerpniętymi z źródeł i doświadczenia własnego. 

Długo zbierałem się by napisać ten post. Prawie cały rok czekania. Było warto. Teraz zostało tylko 11 dni.

Dlaczego Woodstock?
      Mógł bym zapytać w drugą stronę. Dlaczego nie ? Jestem człowiekiem który kocha poznawać prawdę. Pierwszy raz o samym festiwalu usłyszałem będąc jeszcze w wylęgarni zła nadal nazywanej gimnazjum. Otóż pamiętam jak moja ulubiona nauczycielka od geografii (serdecznie z tego miejsca Panią Elwirę pozdrawiam) wspominała o tym, że jej córka wybrała się na ten festiwal. Jej opinia o nim nie była opinią, która zachęciła do pobytu w tym miejscu. Lata lecą doświadczamy nowych wrażeń no i grupa moich znajomych wybiera się na festiwal. Po ich powrocie słucham ich opinii i jestem pod wrażeniem i to bardzo pozytywnym. Jadą na następny rok. I następny... Więc pełen motywacji stwierdziłem, że pojadę również by zobaczyć jak tam jest. No i niestety w 2012 roku nie pojechałem na festiwal z przyczyn osobistych (za co do dziś pluje sobie w twarz). Co nie zmienia faktu, że rok później będąc na 2 roku studiów biorąc urlop w pracy postanawiam wybrać się ze znajomymi z Koszalina do miejsca, które odmieni moje życie...
Odpowiedź na pytanie dlaczego Woodstock? 
- Ciekawość. Chęć poznania faktów, nie opinii.Doświadczenie czegoś nowego. 
informacja rozbraja woodstockowiczów
Kilka innych powodów dlaczego:
1. Miejsce i atrakcje
Miejsce jest magiczne. Kostrzyn nad Odrą dookoła pełno zieleni, lasy, niedaleko rzeka. Nie mam zamiaru rozpisywać się na temat historii Przystanku Woodstock i miejsc, w którym się odbywał. Samo miejsce jest w dobrej lokalizacji bo nie zbyt blisko samego miasta by nie przeszkadzać mieszkańcom ale nie za daleko na wyprawę pieszą do miasta po bułki i coś do picia (podczas festiwalu w mieście jest ogłoszona prohibicja na alkohole wysoko procentowe).
Przystanek Woodstock to nie tylko muzyka. To również Akademia Sztuk Pięknych. Zakupy zakupy jeszcze raz zakupy ;)
Mapa Google


2.Ludzie i atmosfera.
Przyjaźni, mili, sympatyczni pełni pozytywnej energii. Tak bym mógł określić ludzi, których tam spotkałem. Ludzie są otwarci nie tylko na swoich znajomych ale także na obcych. Poza tym można tam spotkać również obcokrajowców przeważnie z Niemiec choć spotkałem ludzi z Turcji i Szwecji. Polacy i Niemcy trzymają się tam ramię w ramię. Tolerancja jest tam priorytetem. Różnorodność kulturowa jest widoczna. Często można usłyszeć krzyki "Jebać punków...Brudasy..." co śmieszniejsze krzyczą to sami punkowie i jakoś nie traktują tego jako obrażanie tylko jako formę żartów. Jeśli miał bym opisać ludzi i ich zachowanie zajęło by mi to co najmniej stronę A4 dlatego powstrzymam się. Lecz słowo agresja to słowo wykreślone ze słownika Woodstockowiczów ( zjawiska przemocy są sporadyczne). Całą swoją energię można wyładowywać  bawiąc się w pogo zamiast na kimś w sposób niehumanitarny. Ludzie na "Woodzie" często gęsto przebierają się za znane postacie kreatywnie spędzając czas przed samym Przystankiem. Pozytywna energia i pełnia miłości w ludziach przejawia się choćby w znanym już "Free hugs". 
   Pokojowy i medyczny patrol dba o bezpieczeństwo uczestników. Interwencje medyczne w 2013 roku były sporadyczne. Mógł bym powiedzieć, że ludzie tam stwarzają wrażenie rodziny. Rodzą się tu nowe znajomości , przyjaźnie, a czasami i miłości. 
Dziewczyny z Pokojowego Patrolu służą pomocą nawet jeśli chodzi o zdjęcie.



Różnorodność ;)

Różne pomysły chodzą mi po głowie.


Integracja Polaków z Turkami 

3.Muzyka i koncerty
 W zeszłym roku świetnie bawiłem się na koncercie Kabanosa razem z Szymonem Piotrem. Odkryłem kilka nowych zespołów w sumie nie wiele było koncertów, na których byłem gdyż nie zawsze byłem w stanie ruszyć tyłek (2 dni byłem chory i brałem antybiotyki, no dobrze dobrze drugiego dnia przestałem brać ;).  Pierwszy koncert i pierwsze pogo, na którym byłem: The Bill na scenie w Pokojowej Wiosce Krishny.
koncert Kabanosa było epicko



Muzyka jest zróżnicowana :
  • rock,
  • alternatywny rock,
  • indie rock, 
  • punk rock, 
  • reggae, 
  • folk,
  • heavy metal, 
  • elektronika,
  • blues, 
  • blues rock
Koncerty są prowadzone na 3 różnych scenach. Duża, mała i folkowa.


Podręczny niezbędnik Woodstockowicza czyli co zabrać:
  1. Namiot
  2. Śpiwór (może być chłodno nocą)
  3. Koszulki i bieliznę na zmianę, bluzę, dobre buty
  4. latarka może być przydatna
  5. metalowy kubek (nie pytajcie po co po prostu warto wziąć)
  6. pasta do zębów i szczoteczka
  7. widelec łyżeczka nożyk (najlepiej w zestawie)
  8. Nie zabierajcie szklanych butelek!
Czy jadę w tym roku? 
Oczywiście...
Dlaczego?
Bo warto.

Wyjaśniając Tytuł. 
 "Przystanek Woodstock to miejsce gdzie jedziesz tylko raz, później tam po prostu wracasz." 
Jeśli nie byłeś nie opowiadaj opinii innych z przeświadczeniem, że jest tam tak czy owak. Przekonaj się. Następnie wyraź opinię. 
Nie chcesz nie jedź, lecz nie opowiadaj bzdur. 

Post ubogi w zdjęcia gdyż są one mojego autorstwa.
Kazimierz Kaczorowski

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozkoszując się czerwonym naparem...



Rozkoszując się czerwonym naparem postanowiłem napisać coś sensowniejszego. Niestety smak tytoniu nie polepsza smaku czerwonej herbaty zwanej Pu-erh, a nieświadomość? ... Doszukując się prawdy dowiedziałem się, że to co piję w tym momencie to nawet nie jest herbata i nie piję Pu-erh tylko Rooibos... Cóż to jest? O tym napiszę trochę niżej.
Siorbię od niedawna yerba mate (ostrokrzew paragwajski), a moja przygoda z herbatami i innymi naparami sięga już dekady. Jako młodzian bardzo zasmakowałem w herbatach smakowych z dodatkami gdyż miałem dość już zwykłej czarnej herbaty i wstrętnych fusów, do których podejście zmienia się z wiekiem i świadomością magii suszu.

Pierwsze herbaty zakupywałem z wielką ochotą w niepolskich sieciach dyskontowych typu Biedronka. Tu zakupiłem pierwszy raz zieloną herbatę z nutka cytryny jak i moją ulubioną czarną z dodatkiem bergamotki tzw Earl Grey.Jakież szaleństwo w moim podniebieniu wywołuje ta herbata.

Wracając do wspomnianej na samym początku Rooibos. Jest to czerwonokrzew pochodzący z czarnego kontynentu. Czerwonokrzew osiąga wysokość do 2 metrów, a jego liście są podobne do naszych zacnych igieł sosny (z których też można przyrządzać napary). Trzeba nadmienić że czerwonokrzew nie jest związany z rodziną herbat. Dzieli je nawet cały kontynent.

Nie będę rozpisywać się na temat tego jak działa i jakie składniki ma w sobie dany napar. Jeśli ktoś jest zainteresowany to odsyłam do lektury np tu: naturaherbaty lub polecam serdecznie kanał na YT Czajnikowy.pl.

Dziś natomiast chciał bym wrócić do yerby, z którą pierwszy raz spotkałem się rok temu.

Nie będę opisywać przygód związanych z tym naparem. Chciał bym się podzielić tylko z jednym bardzo dla mnie miłym doświadczeniem. Otóż picie Yerby minimalizuje lub zwalcza do zera kaca (możliwe że tak działa tylko na moją osobę, nie słyszałem o innych takich przypadkach). Pierwszy raz popijałem yerbę z alkoholem podczas imprezy urodzinowej mojej bardzo bliskiej znajomej. Serdecznie pozdrawiam z miejsca Dominikę. Otóż jak wiadomo yerba pobudza ma w sobie dużą dawkę mateiny (coffeina w kawie mateina w mate i teina w herbacie) więc bawiłem się przednio i energii mi nie brakowało. Nie myslałem o skutkach ubocznych jakie może mieć zmieszanie alkoholu etylowego z tym związkiem... Na szczęście nic wielkiego się nie stało. Ba pijąc jak na kulturalnego Studenta podczas 18stki dość sporą liczbę kieliszków popijając mate byłem w stanie iść do pracy tego samego poranka bez bólu głowy, niestrawności i innych nieprzyjemności (nie licząc ogólnego niewyspania).

Także polecam każdemu kto chciał by w granicy rozsądku wypróbować Yerbę w taki lub inny pro-zdrowotny sposób.


K. Kaczorowski













wtorek, 20 maja 2014

niedziela, 10 czerwca 2012

Alkoholizm




Presja,kiedy mówią " i co z nami nie wypijesz?"
Przecież gdy nie pijesz, wcale nie żyjesz...
Chwilowe wahanie... Czy powinieneś, co powie żona?
Chyba każdy kiedyś taki wybór dokona...
Aprobata w umyśle drąży wielką korelacje
Z uczuciem niedosytu, by zostać na kolacje

Niepozorny aczkolwiek ważny wybór, twoja porażka.
Alkohol to nie z mlekiem kaszka.
Nadzwyczajny niepokoj w tobie siedzi.
Skończyłeś się odurzaś, jeszcze tylko śledzik.
Jednakże kompani nową butelkę pokazują.
"Zostań kumplu z nami, zostań" trują.

Nadzieja ,że żona i dzieci nie poznają tego stanu.
Mijasz sąsiada , bełkoczesz "dobry wieczór panu"
Upadek pod drzwiami zdradza twoją pozycję.
Przekroczyło dziś to twoje ambicje.
Znów odmówić było Ci trudno...
W głowie pusto, we krwi brudno.

Jak wytłumaczyś się żonie, że nie chciałeś?
Tak wiele decyzji w alkoholu pogrzebałeś.
Jak powiedzieć dzieciom że nie ma jedzenia
Pewnie nie masz im nic do powiedzenia.
Chaos to jedyne co teraz czujesz.
We własnym umyśle się nie odnajdujesz.

Płacz dzieci i żony niezauważony,
Tylko dlatego bo dziś byleś zgorszony.
Sen to jedyne miejsce ucieczki od rodziny.
W utopijnej krainie mógł byś spędzać godziny.
Cierpienie... Tylko tyle rodzinie dajesz.
Jeśli alkoholikiem człowieku się stajesz.


24 stycznia 2010
Kazimierz Kaczorowski.